WSTĄP TU, ABY DOJRZAŁ TWÓJ DUCH, UMYSŁ I CIAŁO. ODEJDŹ, BY DOBRZE SŁUŻYĆ BOGU, OJCZYŹNIE, BLIŹNIEMU.
Logo Granatowego Gimnazjum Biuletyn Informacji Publicznej Do strony głównej
Gimnazjum nr 3
im. Kard. Stefana Wyszyńskiego w Ełku
Google
www granatowe gimnazjum
UKS Galeria Księga gości
Menu
Strona główna
Projekt "To lubię"
O projekcie
Harmonogram zajęć
Nasze relizacje
Szuflada-
magazyn poetycki
Wycieczka w Sudety
Koło astronomiczno - fizyczne
Zajęcia dodatkowe z fizyki
Koło historyczne
Koło taneczne
Tenis stołowy
Aerobik
Dzień Patrona
To lubię

Sprawozdanie z realizacji zadania II.10 programu "To lubię"
-  wycieczka edukacyjna w ramach działalności koła turystyczno-krajoznawczego "Granatowi Odkrywcy"

 

A WSZYSTKO TO, BO GÓRY KOCHAM.

Wszystko zaczęło się 28.05.2007 r. o godz. 4.00. Większość z nas właśnie wtedy wstała, by przetrzeć tylko oczy, chwycić plecak i ruszyć na podbój Sudetów. Spod szkoły wyjechaliśmy o 5.00 autokarem firmy DUDI- BUS z plakatem programu "To lubię" na szybie. I to wcale nie ze względu na to, że pałaliśmy miłością do jazdy samochodem, raczej z chęci odkrycia piękna Polski i przeżycia wspaniałej przygody. Gimnazjalistom towarzyszyli dorośli opiekunowie: nauczycielki, panie Ewa Hlebowicz, Beata Makarewicz, Joanna Kacprowska, rodzic, pan Stanisław Przestrzelski oraz  Dorota Ołdak - kierownik wycieczki. Podróż minęła szybko- "tylko" 14 godzin- trochę spaliśmy, trochę śpiewaliśmy, a w tzw. międzyczasie zwiedzaliśmy stacje benzynowe wśród zmieniających się krajobrazów- od pagórkowatych Mazur, poprzez niziny Polski centralnej, skończywszy na pagórkach przedgórza Sudetów i wreszcie samych górach - Karkonoszach. W pensjonacie "Pod zwariowanym koniem" w Zachełmiu koło Karpacza powitała nas przemiła pani Krysia- gospodyni tutejszego schroniska, która szybko zaskarbiła sobie dozgonną wdzięczność granatowych gimnazjalistów, serwując kurczaka w potrawce okraszonego promiennym uśmiechem i dobrym słowem. Tak samo smakowicie było już do końca.

Następny dzień przywitał nas słońcem zza chmur snujących się po szczytach gór. Niektórzy cieszyli się, że nici z wędrówki.  Ale nic z tego. Z Karpacza odebrał nas przewodnik - alpinista pan Tadeusz, który nie dopuszczając głosów sprzeciwu, powiódł nas ku owianej tajemnicą chmur, królowej Karkonoszy, Śnieżce. Trasę pokonaliśmy najpierw marznąc /i drżąc ze strachu/ na wyciągu krzesełkowym,  potem mozolnie wspinając się po śliskich skałach. I dzięki temu doświadczyliśmy piękna i grozy gór. Przemoczeni, zziębnięci i zmęczeni, ale szczęśliwi, zdobyliśmy szczyt. Po czym wśród sunących żlebami mgieł zeszliśmy Doliną Łomniczki do Karpacza. Widoki były niezapomniane.  Po drodze wysłuchaliśmy gawęd przewodnika. Na koniec obejrzeliśmy  uroczy norweski kościółek- Świątynię Wang.

Schodzimy Doliną ŁomniczkiDrugi dzień to zmiana krajobrazu- Góry Stołowe. Pokonawszy Drogę Stu Zakrętów i ponad 600 kamiennych stopni  /już wiemy, kto i po co je układał/, dostąpiliśmy zaszczytu zagłębienia się w rozpadliny Szczelińca. Niesamowite wrażenie zrobiło na nas iście dantejskie Piekiełko- najgłębsza szczelina góry. Zauroczyły nas również  mroczne i wąskie skalne tunele oraz przecudne widoki z górskich tarasów, m.in. z Nieba. Korytarze  Błędnych Skał okazały się równie tajemnicze, tylko bardziej ciasne. Niektórzy musieli nagle schudnąć lub skrócić się o połowę. Rozbawieni dotarliśmy do Kudowy, gdzie planowaliśmy obejrzeć Kaplicę Czaszek. Nastrój grupy zmienił się diametralnie, gdy  kustosz wprowadził nas w  ponurą historię tych ziem, przypominając o wyniszczających lud wojnach i zarazach. Kiedy naszym oczom ukazały się stosy kości ludzkich, zamarliśmy. Chwila zadumy towarzyszyła nam jeszcze w drodze powrotnej do schroniska.

Kolejny dzionek upłynął pod hasłem przyjemnej pogody i pięknych widoków. Skoro świt ponowne spotkanie z panem Tadeuszem i wycieczka w góry  /dlaczego znów pod górę?/. W oddali na szczycie majaczyła samotna skałka - Słonecznik. Tam właśnie mieliśmy dotrzeć. 300 m różnicy poziomów  przeszliśmy niespodziewanie szybko. Zmieniające się po drodze piętra roślinności świadczyły o pokonywanej wysokości. Po drodze zobaczyliśmy urocze formacje skalne Karkonoskiego Parku Narodowego- Pielgrzymy, a już po chwili wyrósł przed nami Słonecznik. Potem zachwycaliśmy się karkonoskimi stawami, które podziwialiśmy zarówno z urwistej drogi jak i z doliny, ze schroniska "Samotnia". To była kolejna wyprawa zapierająca dech w piersiach, nie tylko z powodu zmęczenia. Odpoczęliśmy, podziwiając piękno zaklęte w sudeckich kamieniach, zgromadzonych w Muzeum Mineralogicznym. Natomiast wizyta w Walońskiej Chacie nie spełniła naszych oczekiwań. Człowiek podający się za Walona - przedstawiciela pierwszych sudeckich górników - nie opowiedział nam nic o obróbce kamieni i życiu poszukiwaczy skarbów. Zajmował się raczej bardzo współczesnymi gusłami  w wydaniu dla siedmiolatków, które nijak się miały do jego nazbyt rubasznego dowcipu. Zdegustowani, opuściliśmy jego domostwo po angielsku...

Wodospad KamieńczykaI tak nadszedł czas na spotkanie z prawdziwą historią. Najpierw zdobyliśmy górujące nad Zachełmiem średniowieczne ruiny zamku Chojnik. Tym razem  z okazji Dnia Dziecka miało być prawie płasko, lecz przekonaliśmy się na własnych nogach, że zamki lubią tkwić na niedostępnych skałach. Potem pokonując słynny Zakręt Śmierci przemierzyliśmy dziesiątki kilometrów  /dobrze, że nie pieszo/, by zachwycić się odrestaurowanym zamkiem Czocha. To właśnie tutaj niezwykle kompetentna pani przewodnik opowiedziała nam o tutejszych tajemnicach, pozwoliła zajrzeć do sekretnych lochów w  murach, pogładzić brzeg zabytkowej wanny i doświadczyć okrucieństwa możnowładców wobec niewygodnych gości  /czy chciałbyś mieć łoże z zapadnią?/. W międzyczasie na ochłodę - wodospad Kamieńczyka. Znów było pod górkę i w dodatku po ostrych kamieniach, a potem w dół po ażurowych schodach nad przepaścią  /że też nie stworzono miękkich i płaskich gór!/.  Za to widok spadającego po trzech kaskadach w 27-metrową przepaść potoku zrekompensował wszelkie męki. Przedłużające się momenty zachwytu nad zamkami i wodospadem sprawiły, że niestety,  nie starczyło nam czasu i sił  na obejrzenie cudu techniki z początków XX w. - tamy na rzece Kwisie zwanej Zaporą Leśniańską. Pozostawiamy ją na inną okazję, gdy wrócimy w te strony.

Zamieszczone w  nawiasach dygresje są streszczeniem zasłyszanych utyskiwań i mogą sugerować, że wśród nas znaleźli się malkontenci niezadowoleni z wyprawy. Pozory jednak mylą.  Pożegnanie z Sudetami przyniosło smutek gimnazjalistów i łzy wzruszenia naszej gospodyni. Kronika Granatowych Odkrywców pisana wieczorami i w autokarze obrazuje, jak bogaty był program tej wycieczki i jak bardzo zmieniła ona nastawienie młodzieży do takich wypraw. Poznaliśmy przepiękny zakątek naszego kraju - przyrodę i historię Kotliny Kłodzkiej, Karkonoszy i przedgórza Gór Izerskich. Jednak najważniejsze było to, że zasmakowaliśmy prawdziwej turystyki, pokochaliśmy góry.

Oto fragmenty wycieczkowej kroniki:

[.] Mam zakwasy, bolą mnie nogi, głowa, jestem zmęczona, [.] ale nigdy nie będę żałowała, ze tu przyjechałam! I śmiem twierdzić, iż mogę tu przyjechać jeszcze raz.  - Monika W.

Przed zamkiem CzochaNajgorsza jest jazda. Zostało 6 godzin. Następne godziny, przez które mogłabym 10 razy wejść na Snieżkę. [.] Granatowi Odkrywcy to zgrana paka. Dobrze się bawiłam nie wiedząc nic o Sudetach, gubiąc się na zakrętach. Naprawdę warto tam pojechać, bo "ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy." - Nikolina G.

[.] Horoskopy kłamią, uwierzcie, bo w moim było napisane, że czym dalej pojadę, tym bardziej znajdę wielką miłość, a tu nie znalazłem. NIE!  Znalazłem - GÓRY!  [.] -  Marcin P.

[.]Tysiące wspomnień, niezliczenie wiele zdjęć, kupa pamiątek, kilka łez wzruszenia. Chcę jeszcze raz, choćby zaraz, z tymi samymi ludźmi, w to samo miejsce. Nie da się zapomnieć. - Laura D.

[.] Bardzo, ale to , podobał mi się zamek Czocha. Super było iść z taka grupą na Snieżkę. [.] A te obiadki, które jedliśmy, mmm.pycha. Wszystko bardzo mi się podobało. - Aneta M.

Ta wycieczka była BOMBOWA! Nigdy nie będę żałowała tego wyjazdu pomimo tych strasznych zakwasów. Na pewno postaram się ponownie odwiedzić Sudety. - Monika K.

[.] 7.30 - mmm . ŚNIADANKO! Nasza kochana p. Krysia nas nie zawiodła i każdy miał pełne talerze! Skoro działo się tak przez cały pobyt "Pod zwariowanym Koniem" wypadało się jakoś odwdzięczyć. No więc prof. Zając przy pomocy innych GRANATOWYCH ODKRYWCÓW wykonał dyplom /opiekunom także/ , sam zaś stworzył specjalną nagrodę GRAND PRIX, czy też tytuł MISS ZWARIOWANEGO KONIA  /jak kto woli/. [.] - Magda W.

Nasz pierwszy raz w górach - niezapomniane wrażenia! [.] - Paulina P., Justyna M.

Ja tu po prostu wychowam swego syna pierworodnego [.] - Piotr Z.

do góry

Sponsor serwisu
Projekt i administracja: slawmaks@wp.pl